JACEK ZNACZY KAPITAN
JACEK ZNACZY KAPITAN

Wieloletni pilot Sekcji Poszukiwań Lotniczych złotoryjskiej JPR, inż. Jacek Szczerba, jako jeden z najmłodszych pilotów w Polskich Liniach Lotniczych LOT, dołączył ostatnio do elitarnego grona kapitanów naszego narodowego przewoźnika, uzyskując uprawnienia dowódcy załogi turbośmigłowego, 30-tonowego Bombardiera Q 400. Za niecodzienne wydarzenie uznać należy dostąpienie tego zaszczytu już w 27-ym roku życia.  Nie jest tajemnicą, że teraz na barkach noszącego na mundurze zaszczytne cztery złote paski, prócz zmagania z powszechnie panująca grawitacją, spoczywa jeszcze jeden, większy ciężar – kapitańskiej odpowiedzialności. Dzięki uporowi, pracowitości, doświadczeniu oraz widocznemu gołym okiem talentowi  w połączeniu z odrobiną niezbędnego w powietrzu szczęścia, udało Mu się dopiąć celu i to po niespełna dwuletniej służbie w roli pierwszego oficera. Zanim jednak zasiadł na lewym, dowódczym fotelu LOT-owskiej maszyny, przeszedł niełatwą drogę lotniczej kariery. Choć zawsze od maleńkości zadzierał głowę na odgłos przelatującego samolotu, to ten niby formalny początek miał miejsce na polowym lądowisku  Barytowych Wzgórz, latem 2006 roku. Tu, jako niespełna 16-letni kadet PW, wykonał swój pierwszy w życiu skok ze spadochronem, poznając przedsmak podniebnej, jak się później okazało życiowej przygody. Pasji skakania, obok płetwonurkowania, szybownictwa, motocykli i kilku innych ciekawych zainteresowań, pozostał wierny do dziś. Jednak na pierwszym miejscu stawia samoloty i to one zdominowały Jego dotychczasowe życie. Konsekwencją tego były studia na elitarnym kierunku – pilotażu w Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych. Naukę i intensywne latanie w słynnej, dęblińskiej „Szkole Orląt” starał się godzić, w każdy możliwy sposób, ze służbą w tutejszej Jednostce. Niemal wszystkie wolne chwile w rodzinnych stronach spędzał na „Barycie” wykonując obowiązki pilota wielozadaniowej „Wilgi” i patrolowej „Socaty”. Tu też z lubością oddawał się pierwszej z młodzieńczych pasji – spadochroniarstwu. Nie zaniedbywał przy tym szkoleń ratowniczych, pozostając w alarmowej dyspozycji JPR. Sporo czasu poświęcił obsłudze technicznej lotniczego sprzętu oraz szkoleniu kadetów Przysposobienia Wojskowego i młodzieży z klas ogólnokształcących o profilu lotniczym. I tak pozostało do dziś, choć czasu ma już jakby troszeczkę mniej. Ale jak zawsze „daje radę” i we wszystkim co robi zachowuje profesjonalizm i należyty fason. Gratulujemy i życzymy ogromu szczęścia w powietrzu oraz na ziemi i pod wodą.