Baza lotnicza BARYT

Gdzieś na zachodzie Polski

Baza lotnicza BARYTJednostka funkcjonuje w sile plutonu i operuje z terenu bazy lotniczej „Baryt” w miejscowości Stanisławów k/Złotoryi. Baza zlokalizowana jest w granicach Parku Krajobrazowego „Chełmy”. Zajmuje obszar ponad 42 ha (440 m n.p.m.), na którym znajdują się zabudowania koszarowo-socjalne, garaże, dwie strzelnice, warsztaty, magazyny, hangar samolotowy oraz obiekty szkoleniowo-treningowe. Stacjonuje tu sześć pojazdów operacyjno-ratowniczych oraz trzy samoloty wielozadaniowe. Integralną częścią bazy jest lądowisko operacyjne z pasem startowym o długości 550 m. Jednostka dysponuje również terenami poligonowymi w rejonie historycznego wzgórza 442. (ostatni punkt oporu żołnierzy Waffen-SS w czerwcu 1945 r.) Od 1956 r. przez ponad czterdzieści lat na tym terenie prowadzono wydobycie barytu w kopalni głębinowej „Stanisławów”. Po jej likwidacji w 1999 roku część obiektów zaadoptowano na potrzeby przebazowanej w tym czasie Jednostki z Górskiej Bazy Lotniczej „Trawers” w Jeżowie Sudeckim.

Symbol na wzgórzu 442

Baza lotnicza BARYTW noc sylwestrową na przełomie wieków, spadochroniarze i piloci JPR ustawili 10-metrowy, stalowy krzyż. Właśnie tutaj, w ostatnich dniach II wojny światowej, toczone były szczególnie zażarte walki. Natomiast na pamiątkę 10 rocznicy stacjonowania Jednostki w Stanisławowie, jej kapelan ks. ppor. Przemysław Tur ufundował kapliczkę słupową patronki lotników – Matki Bożej Loretańskiej. Na jej cokole umieszczona jest dewiza ze sztandaru Jednostki : „Bogu na chwałę – Ludziom na ratunek”. Prócz działalności operacyjnej na terenie bazy realizowane są różnego typu przedsięwzięcia szkoleniowe, w tym zadania publiczne na rzecz bezpieczeństwa powszechnego i obronności państwa, zlecanie Jednostce przez Ministerstwo Obrony Narodowej.

W stałej gotowości

Baza lotnicza BARYTW ramach realizacji obowiązków ustawowych oraz zadań wynikających z faktu funkcjonowania w strukturach krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego, Jednostka utrzymuje całodobową służbę minimum 4-osobowej obsady dyżurnej. Stanowi ona tzw. pierwszy rzut na wypadek zadysponowania JPR do działań operacyjno-ratowniczych przez powiatowe stanowisko kierowania (PSK) Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Złotoryi lub inny uprawniony podmiot. W zależności od rodzaju i rozmiarów zdarzenia, służba dyżurna alarmuje niezbędny, pozostający w dyspozycji zespół ratowników JPR. W Punkcie Alarmowym (PA) prowadzony jest również całodobowo nasłuch radiowy na lotniczych częstotliwościach ratowniczych i koordynacyjno-informacyjnych. PA wyposażony jest też w urządzenie selektywnego alarmowania w systemie łączności radiowej jednostek ochrony przeciwpożarowej. W bazie w stałej gotowości operacyjnej pozostają dwie sekcje (Ratownictwa Specjalnego oraz Poszukiwań Lotniczych), natomiast miejscem stacjonowania trzeciej (Ratownictwa Medycznego) są obiekty Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Złotoryi przy ulicy Legnickiej nr 49.

A było tu morze… gruzu i błota

Baza lotnicza BARYTGdy jesienią 1999 roku Jednostka przejmowała tę nieruchomość nie wyglądała ona zbyt imponująco. Zanim baza mogła tu normalnie funkcjonować jej nowi właściciele musieli włożyć sporo pracy w uporządkowanie i rekultywację pokopalnianych terenów. Na początku dominującym elementem krajobrazu były hałdy gruzu i morze brunatnego błota. Z czasem, w wielkim mozole, ratownicy przywrócili tu zieleń eliminując znaczne połacie zabetonowanego terenu. Drugim, również wymagającym ogromnego wysiłku, był etap wstępnej adaptacji zdewastowanych obiektów. Stosunkowo szybko przystosowano je do potrzeb stacjonującego tu pododdziału operacyjno-technicznego Jednostki. Jednak do pełni szczęścia jest jeszcze nadal daleko. (fot. tereny pokopalniane – 1999 r.)

Ciekawa okolica

Baza lotnicza BARYTRejon Stanisławowa to obszar o bardzo ciekawej, a zarazem w dużej mierze owianej tajemnicą historii. Wieś jest najwyżej położoną miejscowością w granicach Parku Krajobrazowego „Chełmy”. Przed wiekami należała do dóbr Zakonu Cystersów. Pierwsze o niej wzmianki pojawiły się już 800 lat temu. Do 1945 roku nosiła nazwę Willmannsdorf. Po wojnie przez dwa lata – Wilcza Wieś, a później już Stanisławów (podobno od imienia pierwszego polskiego sołtysa – Stanisława Babiucha).W odległości około 800 m od terenu bazy, na wschodnim stoku góry Rosocha (464 m n.p.m.), znajdują się ruiny poniemieckiej stacji radiowej noszącej kryptonim „Rudiger”(Funksendezentrale – FuSZ 251). Jej faktyczne przeznaczenie do dzisiaj jest przedmiotem sporu wielu historyków. Bez wątpienia była ona istotnym elementem niemieckiego systemu dalekosiężnej łączności radiowej i radiolokacji służb naziemnych Luftwaffe. Ale czy aby tylko ? Z relacji nielicznych pozostałych przy życiu francuskich jeńców wojennych z komanda 11801 Stalagu VIII A, pracujących w sąsiadującej z nią kopalni hematytu, wynika, że kompleks ten miał też inne przeznaczenie. Twierdzili, że Niemcy prowadzili tu doświadczenia z, jak to określili: „paleniem samochodów na odległość” (?) – (Informacje z protokołu przesłuchania UBP Złotoryja – 1946 r., są raczej mało wiarogodne – jednak UB-cy tak je zanotowali).

Tajemnica Willmannsdorf

Wielu znawców przedmiotu od lat próbuje rozwikłać tę zagadkę. Uwzględniając wielkość istniejących bunkrów agregatowych, są zdania, że wartość wytwarzanej tam energii elektrycznej znacznie przerastała potrzeby tego typu obiektu radiotechnicznego.

W połowie lutego 1945 roku Rosjanie przypuścili z kierunku południowego szturm na to wzgórze. Poprzedzony on był precyzyjnym ostrzałem artyleryjskim co potwierdzają ruiny stacji. Zrównane z ziemią zostały obiekty koszarowe. Natomiast konstrukcja głównej budowli kryjąca urządzenia radiowe i zespoły agregatów w zasadzie nie została naruszona. Po kilkudniowych i szczególnie zaciętych walkach radiostacja padła. Jednak część sił niemieckich rozlokowanych na pobliskich wzgórzach utrzymywała nadal zdolność bojową. Zachowany do dzisiaj układ transzei strzeleckich wokół Stanisławowa wskazuje, że Niemcy przygotowani byli do długotrwałej obrony z kierunku północnego. Zapewne dla obrońców zaskoczeniem był sowiecki manewr oskrzydlający i szturm na Willmannsdorf – od południa.

Niewyjaśnione pozostają do dziś powody tak zacięcie prowadzonej przez Niemców obrony tych raczej nie mających strategicznego znaczenia terenów. Zadziwia fakt, że znajdująca się nieopodal, najnowocześniejsza wówczas w III Rzeszy (uruchomiona w 1939 roku) kopalnia rudy miedzi (po 1945 r. nosząca nazwę „Lena”), nie była broniona.

Według relacji naocznych świadków – polskich robotników przymusowych zatrudnionych w pobliskich wsiach, poddających się tu Niemców, Rosjanie nie brali do niewoli, rozstrzeliwali na miejscu. Po wkroczeniu na Rosochę Sowieci pośpiesznie rozmontowali całe wyposażenie obiektu. Następnie po przetransportowaniu do Jawora, dalej koleją wysłali na wschód. Czy były to tylko zwykłe urządzenia do łączności dalekosiężnej ? Trudno dzisiaj powiedzieć.

Długo po kapitulacji Berlina

Z historycznego punktu widzenia rejon ten ma szczególnie symboliczny charakter. Właśnie tutaj, na otaczających Bazę wzgórzach, II wojna światowa, wg wielu relacji, trwała jeszcze do 26 czerwca 1945 r. Broniących się tam niedobitków z jednostek Waffen-SS, w tym z estońskiej, 20. Dywizji Grenadierów SS, którym nie udało przebić się na Zachód, unicestwiły oddziały sowieckiego NKWD. Za wspieranie obrońców, poprzez dostarczanie żywności tajnymi przejściami przez pola minowe, Rosjanie w pobliskiej miejscowości Konradswald (obecny Kondratów) dokonali aktu odwetu na ludności cywilnej. Rozstrzelano tam wielu mieszkańców narodowości niemieckiej.

Niechlubne epizody

Oddzielnym i wstydliwym rozdziałem historii są powojenne represje wobec niemieckich mieszkańców wsi. Dopuściło się ich kilku byłych polskich robotników przymusowych. Reprezentowali oni tzw. „nową władzę”. Za ich sprawą, grabieże i terror był tu jeszcze długo czymś na porządku dziennym. Dwóch, największych inspiratorów tych niecności, dopadła sprawiedliwość na polu miniowym nieopodal Rosochy. Niestety, również w 1946 roku w trakcie akcji wysiedleńczej ludności niemieckiej, kolumna uchodźców została obrabowana z niesionego dobytku. Dokonała tego na leśnej drodze do Sichowa grupa uzbrojonych Polaków. Jednak zdecydowana większość osadników zachowywała się przyzwoicie. Odnotowano też przypadki wielkiej szlachetności w stosunku do dzieci i samotnych niemieckich kobiet.

Tereny te były świadkiem szczególnie ciężkich walk i wielu wojennych okropności. Do dzisiaj ziemia ta kryje wiele tajemnic, niezliczone szczątki obrońców i masę wojennego żelastwa. Przyciąga to eksploratorów i poszukiwaczy militariów z całego kraju. Jeszcze długo po wojnie, zardzewiała śmierć zbierała tu krwawe żniwo. Proces rozminowania tych terenów trwał do lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku.

Mroczna postać Generała

Baza lotnicza BARYTTu, w ówczesnym Willmannsdorf, 4 lutego 1893 roku, w rodzinie zamożnego gospodarza Brauera przyszedł na świat Bruno Oswald, późniejszy generał Luftwaffe i współtwórca hitlerowskich wojsk powietrzno-desantowych. Po ukończeniu nauki w miejscowej szkole ludowej, w 1905 roku wstąpił do Korpusu Kadetów w Ligtnitz (Legnica). W czasie I wojny światowej, za wyjątkowe męstwo został dwukrotnie odznaczony Krzyżem Żelaznym. Po kapitulacji Niemiec przez 16 lat pełnił służbę w policji. Zawsze jednak uchodził za rasowego żołnierza i pełnego fantazji poszukiwawcza przygód. Po przejściu do Luftwaffe, 11 maja 1936 roku jako pierwszy żołnierz niemiecki wykonał skok spadochronowy z samolotu Ju-52. Szybko awansował i już w 1939 roku w czasie inwazji na Polskę dowodził 1. pułkiem strzelców spadochronowych. Dwa lata później, uczestniczył w największej w II wojnie światowej niemieckiej operacji spadochronowej, jaką był desant na Kretę. Po jej zajęciu, przez niemal dwa lata był dowódcą, liczącej blisko 77 tysięcy żołnierzy niemiecko-włoskiej załogi „Festung-Kreta”. Później walczył jeszcze na wielu frontach Europy. W międzyczasie przeszedł załamanie nerwowe i przez pewien okres był w rezerwie kadrowej. W maju 1945 roku dostał się do angielskiej niewoli. Wydany Grekom został obciążony zbrodniami wojennymi na Krecie. Sąd wojskowy w Atenach skazał go na karę śmierci przez rozstrzelanie. Wyrok wykonano dokładnie w piątą rocznicę inwazji – 20 maja 1946 r. Historycy nadal spierają się, co do faktycznego udziału w przypisanym mu ludobójstwie. Wielu twierdzi, że w tym czasie Brauera nie było już na Krecie, a zbrodni na trzech tysiącach wyspiarzy pochodzenia żydowskiego dokonały niemieckie formacje policyjne. W 1974 roku za zgodą władz greckich, weterani Luftwaffe doprowadzili do ekshumacji jego zwłok i ponownego, zgodnego z ostatnia wolą Generała, pochówku na cmentarzu wojennym w Maleme na Krecie. Spoczął tam pośród tysięcy niemieckich spadochroniarzy poległych w 1941 roku. Kontrowersje wokół osoby Brauera trwają do dzisiaj. Często podkreśla się, że zawsze był oficerem twardym ale sprawiedliwym. Przywoływany jest też fakt, że w święto narodowe Grecji, 25 marca 1943 r., Generał w geście dobrej woli uwolnił z więzień 100 kreteńskich partyzantów. Bez jednoznacznej odpowiedzi pozostaje nadal pytanie, czy był zbrodniarzem, czy tylko człowiekiem uwikłanym przez czas i miejsce w nazistowskie mordy. Jedno jest tylko pewne. Alianci skazali go na śmierć, a historia (chyba słusznie) na zapomnienie. Był wielkim fanatykiem spadochroniarstwa, ale zapewne nigdy nie przypuszczał, że na niebie, nad jego rodzinną wsią rozkwitać kiedyś będą polskie spadochrony.

Urokliwe miejsce

Dzisiaj, ta malowniczo położona wioseczka nad którą górują ruiny poniemieckiej radiostacji, przyciąga licznych turystów. Oprócz ciszy (przerywanej niekiedy warkotem lotniczych silników) mogą tu rozkoszować się niepowtarzalną przyrodą i szczególnie urokliwymi krajobrazami. Warto obejrzeć stojący w centrum wsi pomnik upamiętniający żołnierzy niemieckich – mieszkańców Willmannsdorf, poległych w I wojnie światowej. Staraniem mieszkańców i kadry Jednostki w lipcu 2007 roku poddano go gruntownej renowacji. Od 2009 roku aktywną działalność promocyjną tej ziemi prowadzi Stowarzyszenie Miłośników Wsi Stanisławów „Barytowe Wzgórza”. Jest organizatorem między innymi dorocznych festynów pn. „Święto Krainy Barytowych Wzgórz”. Stowarzyszenie wspólnie z tut. Jednostką wydaje jednodniówkę pt. „Echo Barytowych Wzgórz”.

W sierpniu 2007 roku mieszkańcy Stanisławowa wznieśli obelisk 800-lecia wsi. W uroczystościach jego odsłonięcia uczestniczyła również kadra Jednostki i spadochroniarze „Trawersu”. Trzy lata później, staraniem Stowarzyszenia „Barytowe Wzgórza” i Komendy JPR, przy bramie wjazdowej do Bazy Lotniczej „Baryt” ustawiono pamiątkowy kamień z informacją o funkcjonującej na tym terenie w latach 1956-1999 głębinowej kopalni barytu „Stanisławów”.

Patriotyczna wieś

Ta licząca niespełna 120 mieszkańców wieś należy do miejscowości, gdzie duch patriotyzmu – tego narodowego jak i też tego lokalnego – zdominował w dużej mierze życie tej małej społeczności. W dni świąt państwowych, wojskowych i ważnych wydarzeń lokalnych, wszystkie domostwa przyozdabiane są państwowymi i zielono-białymi flagami wsi. Dzieje się tak za sprawą inicjatywy podjętej przez załogę Bazy Lotniczej „Baryt” i miejscowe Stowarzyszenie „Barytowe Wzgórza”. Z okazji Święta Flagi Narodowej w trakcie uroczystości patriotyczno-religijnej, przedstawicielom wszystkich 41 domostw wręczono flagi poświęcone przez kapelanów wojskowych oraz specjalne, imienne certyfikaty potwierdzające to niecodzienne wydarzenie. Od wielu lat, każdego roku, w ostatnią sobotę lipca, na placu 800-lecia odbywa się festyn pn. „Święto Barytowych Wzgórz”. Wojskowy i patriotyczny charakter tych międzypokoleniowych spotkań byłych i obecnych mieszkańców Stanisławowa podkreśla między innymi: uroczysty Apel Pamięci (w nawiązaniu do kolejnych rocznic wybuchu Powstania Warszawskiego), wystawy plenerowe sprzętu i uzbrojenia wojskowego oraz zawody strzeleckie. Jest też poczta polowa, żołnierska grochówka, występy artystyczne zespołu wojskowego „Rota” i wiele innych atrakcji. Wszystko to jest efektem wieloletniego i harmonijnego współdziałania kadry Jednostki i mieszkańców Stanisławowa. Wspierane są one również przez uczestników realizowanych przez JPR zadań publicznych na rzecz obronności państwa Ministerstwa Obrony Narodowej. Choć z tej ukrytej między lasami Pogórza Kaczawskiego miejscowości wszędzie jest daleko, to wymiar doniosłości organizowanych tu przedsięwzięć patriotycznych w niczym nie ustępuje tym z wielkich miast.