A JEDNAK WINA KOMENDANTA
A JEDNAK WINA KOMENDANTA

Zaledwie kilkanaście minut po opuszczeniu bazy lotniczej, bo już w nieodległym Sichowie, prawidłowo prowadzona przez świeżo upieczonego podporucznika, operacyjna Audi została namierzona i celnie trafiona przez przyczajonego  przy wyjeździe z przysklepowego parkingu podstarzałego Forda. Za jego kierownicą zasiadała, chyba nieco w tym dniu rozkojarzona, 26-letnia mieszkanka tej wsi, która usiłując włączyć się do ruchu, wykonała fatalny, wymuszający pierwszeństwo i nieco kosztowny manewr. Przybili niebawem na miejsce zdarzenia policjanci wycenili wyczyn Pani Patrycji na pięć stówek i obligatoryjne 6 karnych punktów. Żadna to jednak pociecha dla naszego oficera, który powrót do Jednostki odbywał na „holu giętkim” i to w należnej aureoli drogowego pechowca. Był to już kolejny w tym miesiącu, z Jego udziałem, niezawiniony przypadek skutecznego wyeliminowania pojazdu z służbowej eksploatacji. Wielu jednak w tym wszystkim dopatruje się osobistej winy komendanta Jednostki, który jeszcze przed postawieniem zadania powinien, jak to miał w zwyczaju Napoleon Bonaparte,  pytać młodego oficera: „A ty synku to szczęście masz?”. Gdyby ten stary, podobno doświadczony pryncypał, stosował się do tej wielowiekowej, dowódczej zasady to sprawy w ogóle by nie było.